sobota, 3 kwietnia 2010

Big Big Train - The Underfall Yard [2009]


Jakoś tak dziwnie pokręcone stają się nasze gusta muzyczne z biegiem czasu. Od początku lat 80-tych byłem wielkim fanem Mariilionu i ich twórczości, oczywiście tej z Fishem. Mimo, iż byli tylko kolejną kapelą korzystającą z dokonań wczesnego Genesis, to nie byłem wtedy w stanie strawić tego co tworzył Peter Gabriel i Phil Colins. Dziś jestem wielkim fanem twórczości Genesis, nic nie ujmując wielbionemu do dzisiaj ówczesnego i obecnego Marillion. Kiedyś wydawało mi się, że twórczość tych kapel jest tak różna, iż nie da się jej w ogóle porównać na korzyść oczywiście Fisha, a co dopiero łączyć(?). Dziś wydaje mi się to niedorzeczne. A co te dywagacje mają wspólnego z poznaną dopiero co płytą Big Big Train?

Oto na płycie zespołu Big Big Train ja słyszę głos Stiva Hogartha w iście Genesis’owskich kompozycjach. Płytę należy przesłuchać kilkukrotnie, by poszczególne kompozycje „zobaczyć” w pełnej krasie, a co najważniejsze – nie ma tu słabych kawałków. Wszystkie, mimo że nie są przebojami do radia, po kolei wciągają i chce się ich słuchać po raz kolejny.

środa, 3 marca 2010

Get Well Soon - Rest Now, Weary Head! You Will Get Well Soon [2008] - Vexations [2010]


Będzie to raczej recenzja płyty z roku 2008, bowiem od niej w tym roku zacząłem i tak naprawdę ona jest dla mnie arcydziełem. Płyta z roku obecnego, jak na razie jest jej dopełnieniem i nie przebiła jakością tej poprzedniej, ale też nic a nic nie odstaje od poprzedniczki.

I kto by pomyślał, że Niemcy tak ambitnie umieją grać?! Tak, tak, zaraz wymienicie kilkanaście zespołów, które to naprawdę umieją robić, ale jakoś tak nikt nie jest w stanie uwierzyć w to co mają do zaprezentowania. Dziś po prawie dwumiesięcznym oswojeniu się z dwiema płytami, śmiało stawiam ich w kręgu potentatów, obok Radiohead, Archive, Porcupine Tree, czy Coldplay – jako wyznaczników muzycznych wartości, które wyznaję. Brawo, oby nie skręcili w ślepy zaułek, jak nieodżałowany mój ulubiony - the notwist (także niemiecki band)
Nieprzypadkowo wybrałem ten utwór – jeśli wam to czegoś nie przypomina i nie macie ochoty posłuchać więcej – to nie kupujcie tej płyty, powiem więcej – nie warto więcej odwiedzać tej strony...

poniedziałek, 15 lutego 2010

PETER GABRIEL – Scratch My Back [2010]


Coś dziwnego dzieje się w tym roku. Jak na razie nie wpadła w me ręce żadna płyta z roku 2010, która by mną zawładnęła. I w końcu niby jest, jest nowa płyta uwielbianego przeze mnie artysty. Co się okazuje – nie do końca nowa, bo są to covery innych artystów. I co ja o tym mam myśleć?

Lepiej nie myśleć, a słuchać, słuchać i jeszcze raz od początku słuchać – bo tu nie ma co myśleć, mamy tu po prostu od nowa napisane utwory. Ale też jak napisane. Na płycie dostajemy głos Gabriela, fortepian i orkiestrę symfoniczną i nic po za tym. To właśnie robi piorunujący efekt. Także dobór utworów też zdaje się nieprzypadkowy; owszem znajdziemy znane piosenki znanych artystów, ale nie są to największe przeboje, zresztą wydaje mi się, że nie chodziło tu o stworzenie lepszych wersji arcydzieł innych artystów, a o nową ich interpretację, bardziej uduchowioną.

Jak dla mnie wymiata Listening Wind – zespołu Talking Heads, pamiętałem utwór, choć nie zrobił on na mnie wtedy takiego wrażenia – bajka po prostu…


środa, 13 stycznia 2010

Nosound - A Sense Of Loss [2009]


Od zeszłego tygodnia nie słucham nic innego, wreszcie dopadłem w tym roku prawdziwą perełkę. Coś co mi umknęło, a naprawdę jest warte polecenia. Włoską odmianę progrockowej melancholii i pozaziemskiego smutku. Pierwszy odsłuch intrygował, drugi – zaciekawił, trzeci… po trzecim nie ma już przerwy – leci non stop. To perła, która wysoko znalazłaby się na mojej ocenie płyt roku 2009.

Pierwsze skojarzenia z Porcupine Tree, ale też czego już brygada Wilsona nie grała. W tym przypadku wpływy i skojarzenia z nim to jednak zaleta, tym bardziej, że ostatnia płyta Porcupine Tree mnie do końca nie przekonała.

Dziwna rzecz - dla mnie najczęściej wybieraną kompozycją na pierwszy videoclip jest najmniej charakterystycznym i pobieżnie najmniej ciekawym utworem. Ale jeśli ten utwór jest najmniej interesującym - to co zawiera reszta?

niedziela, 10 stycznia 2010

Alice In Chains - Black Gives Way To Blue [2009]


Rok 2009 się skończył, a ja jeszcze tyle płyt nie przesłuchałem. Jedną z nich była przed laty uwielbianego przeze mnie Alice In Chains. Szybko nadrobiłem tą zaległość i(?) no cóż, nie umiem jak przed laty się zachwycić, a szkoda bo to nie jest zły materiał.

Fajnie, że są znów. Szkoda tylko, że nie wyszedł ten materiał przed 10 laty, byłbym w niebo wzięty. Ten zaprezentowany kawałek bardzo przypomina mi dokonania Butthole Surfers z poczatków ich twórczości w latach 80-tych - miło powspominać

The Antlers - Hospice [2009]


Trochę się opuściłem w zapisywaniu moich fascynacji muzycznych których doznaję. Rok zeszły już dawno miną…ł. A ja ciągle fascynuje się muzyką którą poznałem już jakiś czas temu. Dlatego nie mogłem sobie pozwolić by pewne płyty, czy utwory umknęły z zapisu w tym blogu. Tym bardziej, że ciągle ich słucham.

A jeśli The Antlers dotarło do mnie w połowie grudnia, trudno się dziwić, że mnie ciągle zachwyca. Płyta jest wspaniała, wystarczy posłuchać tylko tego kawałka, by zrozumieć dlaczego…

wtorek, 5 stycznia 2010

The Slew - 100 Percent [2009]


Nie za bardzo znam się na muzyce hip-hopowej, tym bardziej tej amerykańskiej. Lecz znam i co najmniej szanuje dokonania tych największych tuzów jak Run-DMC czy Beastie Boys. W me ręce, a raczej uszy dotarła produkcja nic mi nie mówiąca, zresztą chyba szerzej nieznana (myślę tu o Polsce), ale to także nie ma znaczenia. Znaczenie ma tylko to, że jest w tym to coś, co każe mi odsłuchać ten album po raz kolejny, może nie od razu, bo muzyka w takim formacie jest dla mnie nużąca, ale pozostaje nieodparta chęć powrotu do tej muzyki.

Co tutaj mnie przyciąga? Zauroczyła mnie psychodeliczna, bardzo ciężka brzmieniowo ścieżka dźwiękowa w kilku utworach. W kompozycji Robbing Banks nawet trudno mówić o konwencji hip-hopowej utworu (gdyby nie wszechobecne sample). Do reszty materiału muszę się jeszcze przekonać. Wiem, że wrócę do tego albumu jeszcze

Do posłuchania na ten tydzień polecam jednak najbardziej rozpoznawalny kawałek – u mnie od niego się zaczęło właśnie

niedziela, 3 stycznia 2010

33 v 2009

Płyty w roku 2009
Właśnie tak, nie będą to płyty roku, a płyty w roku 2009. Pierwszy raz udało mi się mniej więcej na bieżąco śledzić wydawnictwa muzyczne, zbliżone do mojego ego. I choć przeważnie wybiera się najlepsze, ja w tym zestawieniu chciałbym zachować w pamięci te wydawnictwa, które wywarły na mnie co najmniej duże wrażenie. Oczywiście chciałem budować listy krajowych, zagranicznych, topy i kolejności, ale po pobieżnym porównaniu kilku płyt stwierdzam - to nie ma sensu. Wszystko w naszym pięknym/przeklętym życiu zależy od (stosunku) perspektywy z której patrzymy, lub słuchamy - od tego co w danej chwili jest dla nas ważne. Dziś jest ważne to, jutro co innego, tak też jest z tymi płytami, choć są płyty wyróżniające się nawet ponad potrzebę danej chwili. Jednak wszystkie zaprezentowane tutaj płyty były z pewnych względów ważne w 2009 dla mnie i dlatego się tutaj znalazły.

Z faktów które muszę zaznaczyć - ciekawostka, wydaje mi się, że nigdy przedtem nie zaistniało tyle niezłych płyt polskich – w zestawieniu 1/3 z nich to nasze rodzime produkcje. I jeśli słyszę, że był to kiepski rok … cóż dla mnie to pierwszy rok tak szeroko rozpoznany
A więc zestaw zawiera płyty najważniejsze (dla mnie) w roku 2009, w kolejności alfabetycznej, z wyróżnikiem dla którego dana płyta była wartościowa … innych nie pamiętam, bądź (co jak najbardziej możliwe) nie chcę pamiętać.

1. Alela Diane – „To Be Still”
Za folk amerykański który jak żaden inny zapada w ucho

2. Anita Lipnicka – „Hard Land of Wonder”
Za polską wersję Bat For Lashes – tak mi graj Anita

3. Anneke Van Giersbergen & Agua De Annique –„Pure Air” + „In Your Room”
Za niebiański głos na dwóch płytach w tym roku – tak mi śpiewaj Ania

4. Archive – „Controlling Crowds”
Za kontynuację utworu Again, niech to nigdy się nie kończy

5. Astra – „The Weirding”
Za odnalezione zagubione ogniwo lat 70-tych pomiędzy Deep Purple, a Black Sabbath

6. Bat For Lashes – „Two Suns”
Za perłowy sen, za śnienie na jawie i za niewytłumaczalny niepokój

7. Believe – „This Bread Is Mine”
Za wypełnienie luki po kiepskim w tym roku Riverside

8. Closterkeller – „Aurum”
Za wielki powrót

9. Dead Man's Bones – „Dead Man's Bones”
Za intrygującą muzykę, bo aktor z niego na razie nieciekawy

10. Dick4Dick – "Summer Remains"
Za zupełne pozytywne zaskoczenie, aha i proszę, nie grajcie już Hollywood…

11. Fever Ray – „Fever Ray”
Za nową muzę, także ta odgrywaną w Katowicach

12. Florence and The Machine – „Lungs”
Za debiut roku

13. Franz Ferdinand – „Tonight: Franz Ferdinand”
No ba – tutaj wszystko jest naj naj naj

14. Gazpacho – „Tick Tock”
Za najpiękniejszą płytę w tym roku

15. Henry Priestman – „CoLi”
Za granie lepiej niż Bruce Springsteen dzisiaj

16. Hey – „Milość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!”
Za kilka świetnych kawałków

17. IAMX – „Kingdom Of Welcome Addiction”
Za syntezatory

18. Indukti – „Idmen”
Za nowatorstwo i pałer jakiego nie znają na świecie – toż to ekstraklasa światowa

19. John Frusciante – „The Empyrean”
Takiej płyty-perły nie powstydziłby się żaden muzyk

20. Kasabian – „The West Rider Pauper Lunatic Asylum”
Za wymiecione dyskoteki wraz z Franz Ferdinand

21. La Roux – „La Roux”
Za lata 80-te w dyskotece

22. Lisa Gerrard – „The Black Opal”
Cóż - to chyba nostalgia za nieistniejącym Dead Can Dance

23. Marillion – „Less Is More”
Za odgrzewane kawałki, lecz w nowej oprawie, z co najmniej tak dobrymi emocjami co kiedyś

24. Pati Yang – „Faith Hope Fury”
Za najlepszą płytę w tym roku, która nawet spodobała się mojej wybrance

25. Satellite – „Nostalgia”
Mam nadzieję że nie będzie to „is it over” że tak klimatyczną muzykę usłyszymy znów, znów, znów,…

26. Sofa – „Doremifasofa”
Za moją pamięć K-44

27. Steve Hackett – Out of the Tunnel's Mouth
Za najlepszy swój album – to musiało być arcydzieło

28. The Antlers – Hospice
Za smutek który rozwala najmocniej zatwardziałych

29. The Decemberists – „The Hazards of Love”
Za niepowtarzalność i za utwór którego tu nie ma

30. The Eastern Wave - All Covet, All Lose
Za bezpretensjonalność, psychodelię, za świeżość w tym co grają

31. Tori Amos – „Abnormally Attracted to Sin”
Za melancholię i powrót do emocji z przed lat

32. Votum – „Metafiction”
Za pójście we właściwym kierunku – lepiej mały niedosyt, czekając na więcej…

33. XIII. Stoleti – „Dogma”
Za konsekwencję i ich mroczno-krwawe wizje

sobota, 5 grudnia 2009

IAMX - Kingdom Of Welcome Addiction [2009]


Elektronika mocniej zaistniała w tym roku w mych słuchawkach. Prawdę mówiąc, jestem konserwatywny i brzmienie gitar(y) stanowi dla mnie siłę najprzedniejszą, to jednak dopuszczam klawisze i syntezatory jako instrumenty które warto usłyszeć w tle, obok gitar. Tym razem mamy sytuację, gdzie usłyszymy charyzmatyczny głos i syntezatory zespołu IAMX, gdzie gitarę częściej zobaczymy niż usłyszymy. Tu gitary są tłem dla kompozycji. Nie mniej to żywa, rytmiczna, bardzo klimatyczna i wciągająca muzyka, rzekłbym iż to pozytywne połączenie Placebo z darkwave’owym Diary of Dreams.

Warto posłuchać, a raczej wczuć się w to co mają do zaprezentowania na swojej trzeciej płycie (dla mnie pierwszej poznanej) panowie spod elektronicznej klimatycznej strony muzyki bez klasycznych gitar… Muzyka rodem z trzeciej strony księżyca

sobota, 28 listopada 2009

Satellite - Nostalgia [2009]


Smutne piosenki tutaj prezentuję? To zapraszam posłuchać płyty Nostalgia. Prog-rockowa, wyśmienita pozytywna mieszanka starego z nowym. Odwołania do Genesis, poprzez Marilionowe melodyjności, po polski Collage.

No, i co ja mam teraz zrobić, tyle wspaniałej muzyki w tym roku wydanej, a co płyta to lepsza. Nie warto tracić czasu, lepiej słuchać, wsłuchiwać się i żałować, że nie można w tym czasie przesłuchiwać tej całej reszty wspaniałej (polskiej) muzyki…

Wyjątkiem potwierdzającym regułę, jest dość posępny utwór zatytułowany „is it over”, mimo którego(ale jak tu nie zaprezentować tego utworu - w końcu to perełka) warto poznać resztę reguły, to znaczy resztę naprawdę dobrego, pozytywnego materiału.

środa, 25 listopada 2009

Closterkeller - Aurum [2009]


Bez większego echa, bez emocji, tak spokojnie, bez namiętności dotarła do mnie nowa płyta Closterkeller-a. Nie liczyłem na nic, w końcu znam całą twórczość zespołu i Anji … nie liczyłem, że mnie tak pozytywnie zaskoczy, NIE! – po prostu powali mnie na łopatki.

Dopiero gdzieś zasłyszany powtórnie utwór "12 dni" mnie zelektryzował, dopiero po nim zapoznałem się z resztą i rozwaliła mnie cała płyta. Prawda, nie ma tu nic ponad to, co do tej pory prezentował Closterkeller, ale nie da się obok tego materiału przejść ze wzruszeniem ramion. Ania rozwala swoją melancholią, pięknym smutkiem, po prostu jest tutaj wszystko to, za co ją uwielbiam…

Clip z koncertu raczej taki sobie, ale utwór jest boski. O moim synu, którego coraz częściej nie umiem ochronić przed światem...

piątek, 6 listopada 2009

The Cure - this is a lie [song]





Pieśń po zmroku i moje nieudolne tłumaczenie...

Jak każdy z nas podejmuje decyzje
a ja nigdy nie byłem pewny
często losujemy
jacy jesteśmy
jak każdy odrzucając inny sposób w świecie
Dlaczego każdy z nas musi wybrać
ja nigdy tego nie zrozumiałem
jednego specjalnego przyjaciela
prawdziwą miłość
Dlaczego każdy z nas musi stracić wszystko inne w świecie

Jednak są wątpliwości
jednak to nierozsądne
dzień po dniu grać naszym życiem
jednak to pomyłka
udając pewność swojego wyboru do końca

Ale to nie jest prawda, to nie jest prawo
to nie jest miłość, to nie jest życie, to nie jest realne
To jest kłamstwo

Jak każdy z nas wierzę,
choć nigdy tak naprawdę nie wiadomo
w niebie niewidziane i w piekle nieznane
Jak każdy z nas marzę, aby zrozumieć cokolwiek
Dlatego każdy z nas podejmuje decyzje
a ja nigdy nie byłem pewny
w części wybierając
jacy jesteśmy
Dlatego odrzucamy inny sposób na świecie

Jednak są wątpliwości
jednak to nierozsądne
dzień po dniu grać naszym życiem
jednak to pomyłka
udając pewność swojego wyboru do końca

Ale to nie jest prawda, to nie jest prawo
to nie jest miłość, to nie jest życie, to nie jest realne
To jest kłamstwo
Ale to nie jest prawda, to nie jest prawo
to nie jest miłość, to nie jest życie, to nie jest realne
To jest kłamstwo...

czwartek, 5 listopada 2009

George Dorn Screams - O'Malley's Bar [2009]


Już nie pamiętam gdzie usłyszałem George Dorn Screams z nową płytą – czy to było u Piotra Kaczkowskiego w mini-maxie, czy może Piotra Kosińskiego w pejzażach – zresztą nieważne. Ważne, że było to w lutym tego roku i od wtedy właśnie hałas zagościł w mej głowie. Dłuuuugo nie puszczało – był nawet moment, kiedy uważałem za stosowne umieść ten album w zestawieniu płyt roku. Trochę się jednak pospieszyłem z tytułami roku – ale na pewno zasłużyli na miano płyty lutego właśnie.

Mamy tutaj polską kapelę na wysokim alternatywnym poziomie, zresztą jeśli materiał nagrywany był w Stanach, przez speców z branży, trudno doczepić się do jakości towaru. Świeże, zaskakujące rozwiązania, muzyki snującej się, jak ciemność zalewająca nasze uszy, lecz bardzo często drapieżnej, jak nocą nieznane, niebezpieczne zakamarki. Warto chyba się wybrać na jakiś ich koncercik.

poniedziałek, 2 listopada 2009

Marillion - Less Is More [2009]


Obecna dekada będzie przeze mnie pamiętana przez takie płyty nowego zespołu Marillion jak „Marbles”, czy „Anoraknophobia”. Dopiero po nich wróciłem do płyt "Brave","Seasons End" i "Marillion.com". Tak zgadza się – jestem wielkim fanem tego zespołu, gdzie twórczość lat 80-tych z Fishem jest dla mnie świętością. Ale też obecny Marillion wyzwala we mnie nie mniejsze emocje, choć tak naprawdę to całkiem inny zespół.

A ta płyta? Hmm… Bałem się, że zespół wspiął się już na taki poziom, że mnie kolejną płytą po prostu rozczaruje. Do tego jak przeczytałem, miał to być zbiór co lepszych kawałków z ostatnich lat w wersji akustycznej, a więc odgrzewany kotlet. Nie zdążyłem jednak utrwalić w sobie tego poglądu. Płyta jest niesamowita, dopiero po kilkukrotnym przesłuchaniu byłem w stanie rozpoznać większość kawałków – po prostu są to nowe utwory. A melancholijny klimat nie dość że pozostał, to wręcz się nasilił. Ta płyta jest świetna. Polecam w szczególności wszystkim, którzy nie znali obecnego Marillionu – tu jest kwintesencja tego co urzeka mnie w muzyce.

Przeżyjmy to raz jeszcze… na nowo i co najmniej tak dobrze jak w ostatnich 20-tu latach. Kocham właśnie taką muzykę, na jesienne długie wieczory, … po zmroku.

niedziela, 1 listopada 2009

Ty wiesz ?

Już nie wiem sam,
gdzie ja zaczynam się
i kończę się gdzie

I we mnie coś gna,
urzeka cię kiedy,
raz kiedy mnie więzi.

Nikt nie wie czy to ja,
nawet sam ja nie wiem,
czy to ja jestem.

Ty wiesz?
01.11.2009 godz.0.26 murcki

sobota, 31 października 2009

Te nuty nie chwyciły - październik i wstecz

Imogen Heap - Ellipse [2009]
Metus-Deliverance [2008]
Placebo - Battle for the Sun [2009]
Dolores O'Riordan - No Baggage [2009]
The Gathering - The West Pole [2009]
Clan Of Xymox -In Love We Trust [2009]
The Used - Artwork [2009]

środa, 28 października 2009

Franz Ferdinand - Tonight: Franz Ferdinand [2009]


Zacznijmy od stycznia tego roku, a więc Panie i Panowie – w styczniu uznałem że mamy już … płytę roku i nie warto więcej wsłuchiwać się w następne propozycje innych wykonawców. Bowiem Franz Ferdinand wydał płytę, która mną zawładnęła. Tak, przyznaje się, nie za dużo czasu poświęciłem poprzednim 2 albumom grupy, mimo że ich muzyka zwracała na siebie uwagę. Jednak zawsze mnie coś irytowało w ich stylu grania, zawsze coś mi przeszkadzało, by uznać ich granie za idealne. Tym albumem przekonali mnie całkowicie do swojej koncepcji muzyki. To jest rewelacyjny album.

Ich muzyka posiada wszystko, coś do tańczenia, coś do słuchania, może lecieć w tle, można się w nią wsłuchiwać. Wielce się dziwię, że dziś nie jest to muzyka odgrywana na dyskotekach, słuchana w radiu, samochodzie, że jest to muzyka alternatywna – DLA MNIE FRANZ FERDINAND TO WYZNACZNIK WSPÓŁCZESNEJ MUZYKI – TO ONI GRAJĄ DOBRĄ MUZYKĘ. Od tego powinniśmy zaczynać poznawanie popularnej muzy. Ja zacząłem już w styczniu.

Do maja był to mój niekwestionowany typ na płytę roku 2009.
Poniżej mój ulubiony kawałek na płycie - szczególnie zwracam uwagę na druga część, elctro-trans...?

poniedziałek, 26 października 2009

Piano Magic - Ovations [2009] Editors - In This Light And On This Evening [2009]


Uwaga Joy Division powraca!

Porównanie – to sposób na określenie zjawiska, które nie umiemy pojąć czy zrozumieć, do rzeczy nam znanych, określonych. Tak też się działało w przypadku poznawania tych dwóch płyt. Pierwszym porównaniem jest odniesienie tej muzyki do twórczości Iana Curtisa z zespołem. Drugim - porównanie czegoś co rozumiemy do niezrozumiałego. Editors z nową płytą, daje nam przebojowy, chwytliwy wymiar mrocznej muzyki. Piano Magic, w żadnym wypadku nie jest przebojowe, ale za to chłód bijący z tej muzy jest porażający…

Nie da się nie porównywać obu płyt do dokonań nieistniejącego zespołu początku lat 80-tych Iana Curtisa. Dokładnie tak samo podchodziłem do Piano Magic - Ovations co do Joy Division - z odrzuceniem i nieprzyjemnością, prawie(?!) nic mi się w niej nie podobało po pierwszych przesłuchaniach. Zbyt trudna do zrozumienia od razu. Do pewnego momentu. Przełomem dla nowej płyty Piano Magic było wspólne słuchanie na przemian dwóch płyt - ich i nowej produkcji Editors (Zaraz dostanie mi się od fanów Editors) zespołu który całą swoją twórczość opiera na fascynacji Joy Division. W odróżnieniu do Piano Magic – Editors serwuje nam dość prostą, wpadającą w ucho powtarzalność wstawek elektronicznych w każdym z utworów. Efekt – jest to szybko przyswajalne, a nawet staje się przebojowe.

Jeśli miałbym oceniać te produkcje, koniecznie trzeba byłoby zastosować różne kategorie mimo, że odniesienia są przecież takie same. Dziś jednak Editors przegrywa w muzyce po zmroku…

...choć nie w tym utworze



hmm, a miało być bardziej gitarowo niż keybordowo...

niedziela, 25 października 2009

The Decemberists - The Hazards of Love [2009]


Najbardziej lubię niespodzianki. W muzyce w szczególności. Dlatego tak dużo poszukuje muzyki nieznanej mi dotąd. Nie jestem typem słuchacza który lubi te piosenki, które już zna, dlatego radio Złote Przeboje, Karolina, czy RMF’fm lub oparte na takiej formule są dla mnie nie do zniesienia. Wszystko co w nadmiarze zaczyna nam wychodzić bokiem. Co to wszystko ma wspólnego z The Decemberists?

Usłyszałem w moim ulubionym radiu, w mojej ulubionej audycji utwór ze składanki - Va Dark Was The Night 2009 utwór tego zespołu właśnie. Oszalałem na jego punkcie. Koniecznie chciałem posłuchać więcej tej kapeli. Dorwałem najnowszą płytkę, słucham od początku w skupieniu, nocą, a jakże i… płyta stała się moim pierwszym albumem roku, mimo że nie doczekałem w niej utworu w którym się zakochałem. Na tej płycie go nie ma! Na poprzednich zresztą tez go nie ma…
Zaskakujące?

Płyta ta jest albumem koncepcyjnym – w którym każdy utwór ma swoje miejsce, które nie śmie opuszczać. Trudno zresztą szukać na niej przebojów – muzyka tu cały czas się przewija, zmienia kolor, nastrój i absorbuje całą naszą uwagę, z każdym nowym przesłuchaniem jeszcze bardziej.

Dziś wcale się nie dziwię, że kompozycja „Sleepless” nie zmieściła się na tej rewelacyjnej płycie. Dlatego jako niespodziankę i dodatek do tej wspaniałej płyty proponuję odsłuchać właśnie ten odrzucony utworek

sobota, 24 października 2009

Neurosis - Given To The Rising [2007]


Dopiero w którąś styczniową długą noc tego roku, po przeczytaniu kilku recenzji wpadła mi w ręce płytka zespołu Neurosis z przed dwóch lat. Przyznaje się, nie znałem twórczości tej ekipy, ale też istotnym jest fakt grania przez ten zespół odległych dla mnie nurtów muzycznych. Metal, w tym odmiany ekstremalne tego gatunku, mimo że znane mi, nie porażały mnie od czasu Slayera z końca lat 80-tych. Miałem wrażenie iż ciężki metal wylądował w ślepym zaułku i tam pozostał. Błąd

Jak sobie przypominam, w międzyczasie był niezły Type O Negative zasłyszany u Tomka Beksińskiego, i… nic więcej nie pozostało w mej pamięci. A właśnie tropem TON-ów podążał jak myślę Neurosis (nie przestudiowałem jak dotąd reszty dyskografii) A zawartość płyty co tu dużo mówić – rewelacyjna.

Znajdziemy tu to co tak lubię - emocje w muzyce. Od elektroniki, po ciężki doom, pozornie prosta, faktycznie pełna smaczków muzyka. Operowanie nastrojem od delikatnych, kojących nut po przepełnione bólem, agresywne, surowe i ciężkie elementy. METAL IS NOT DEATH!!!