Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alternative. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alternative. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 marca 2010

Get Well Soon - Rest Now, Weary Head! You Will Get Well Soon [2008] - Vexations [2010]


Będzie to raczej recenzja płyty z roku 2008, bowiem od niej w tym roku zacząłem i tak naprawdę ona jest dla mnie arcydziełem. Płyta z roku obecnego, jak na razie jest jej dopełnieniem i nie przebiła jakością tej poprzedniej, ale też nic a nic nie odstaje od poprzedniczki.

I kto by pomyślał, że Niemcy tak ambitnie umieją grać?! Tak, tak, zaraz wymienicie kilkanaście zespołów, które to naprawdę umieją robić, ale jakoś tak nikt nie jest w stanie uwierzyć w to co mają do zaprezentowania. Dziś po prawie dwumiesięcznym oswojeniu się z dwiema płytami, śmiało stawiam ich w kręgu potentatów, obok Radiohead, Archive, Porcupine Tree, czy Coldplay – jako wyznaczników muzycznych wartości, które wyznaję. Brawo, oby nie skręcili w ślepy zaułek, jak nieodżałowany mój ulubiony - the notwist (także niemiecki band)
Nieprzypadkowo wybrałem ten utwór – jeśli wam to czegoś nie przypomina i nie macie ochoty posłuchać więcej – to nie kupujcie tej płyty, powiem więcej – nie warto więcej odwiedzać tej strony...

środa, 13 stycznia 2010

Nosound - A Sense Of Loss [2009]


Od zeszłego tygodnia nie słucham nic innego, wreszcie dopadłem w tym roku prawdziwą perełkę. Coś co mi umknęło, a naprawdę jest warte polecenia. Włoską odmianę progrockowej melancholii i pozaziemskiego smutku. Pierwszy odsłuch intrygował, drugi – zaciekawił, trzeci… po trzecim nie ma już przerwy – leci non stop. To perła, która wysoko znalazłaby się na mojej ocenie płyt roku 2009.

Pierwsze skojarzenia z Porcupine Tree, ale też czego już brygada Wilsona nie grała. W tym przypadku wpływy i skojarzenia z nim to jednak zaleta, tym bardziej, że ostatnia płyta Porcupine Tree mnie do końca nie przekonała.

Dziwna rzecz - dla mnie najczęściej wybieraną kompozycją na pierwszy videoclip jest najmniej charakterystycznym i pobieżnie najmniej ciekawym utworem. Ale jeśli ten utwór jest najmniej interesującym - to co zawiera reszta?

niedziela, 10 stycznia 2010

The Antlers - Hospice [2009]


Trochę się opuściłem w zapisywaniu moich fascynacji muzycznych których doznaję. Rok zeszły już dawno miną…ł. A ja ciągle fascynuje się muzyką którą poznałem już jakiś czas temu. Dlatego nie mogłem sobie pozwolić by pewne płyty, czy utwory umknęły z zapisu w tym blogu. Tym bardziej, że ciągle ich słucham.

A jeśli The Antlers dotarło do mnie w połowie grudnia, trudno się dziwić, że mnie ciągle zachwyca. Płyta jest wspaniała, wystarczy posłuchać tylko tego kawałka, by zrozumieć dlaczego…

sobota, 5 grudnia 2009

IAMX - Kingdom Of Welcome Addiction [2009]


Elektronika mocniej zaistniała w tym roku w mych słuchawkach. Prawdę mówiąc, jestem konserwatywny i brzmienie gitar(y) stanowi dla mnie siłę najprzedniejszą, to jednak dopuszczam klawisze i syntezatory jako instrumenty które warto usłyszeć w tle, obok gitar. Tym razem mamy sytuację, gdzie usłyszymy charyzmatyczny głos i syntezatory zespołu IAMX, gdzie gitarę częściej zobaczymy niż usłyszymy. Tu gitary są tłem dla kompozycji. Nie mniej to żywa, rytmiczna, bardzo klimatyczna i wciągająca muzyka, rzekłbym iż to pozytywne połączenie Placebo z darkwave’owym Diary of Dreams.

Warto posłuchać, a raczej wczuć się w to co mają do zaprezentowania na swojej trzeciej płycie (dla mnie pierwszej poznanej) panowie spod elektronicznej klimatycznej strony muzyki bez klasycznych gitar… Muzyka rodem z trzeciej strony księżyca

środa, 25 listopada 2009

Closterkeller - Aurum [2009]


Bez większego echa, bez emocji, tak spokojnie, bez namiętności dotarła do mnie nowa płyta Closterkeller-a. Nie liczyłem na nic, w końcu znam całą twórczość zespołu i Anji … nie liczyłem, że mnie tak pozytywnie zaskoczy, NIE! – po prostu powali mnie na łopatki.

Dopiero gdzieś zasłyszany powtórnie utwór "12 dni" mnie zelektryzował, dopiero po nim zapoznałem się z resztą i rozwaliła mnie cała płyta. Prawda, nie ma tu nic ponad to, co do tej pory prezentował Closterkeller, ale nie da się obok tego materiału przejść ze wzruszeniem ramion. Ania rozwala swoją melancholią, pięknym smutkiem, po prostu jest tutaj wszystko to, za co ją uwielbiam…

Clip z koncertu raczej taki sobie, ale utwór jest boski. O moim synu, którego coraz częściej nie umiem ochronić przed światem...

czwartek, 5 listopada 2009

George Dorn Screams - O'Malley's Bar [2009]


Już nie pamiętam gdzie usłyszałem George Dorn Screams z nową płytą – czy to było u Piotra Kaczkowskiego w mini-maxie, czy może Piotra Kosińskiego w pejzażach – zresztą nieważne. Ważne, że było to w lutym tego roku i od wtedy właśnie hałas zagościł w mej głowie. Dłuuuugo nie puszczało – był nawet moment, kiedy uważałem za stosowne umieść ten album w zestawieniu płyt roku. Trochę się jednak pospieszyłem z tytułami roku – ale na pewno zasłużyli na miano płyty lutego właśnie.

Mamy tutaj polską kapelę na wysokim alternatywnym poziomie, zresztą jeśli materiał nagrywany był w Stanach, przez speców z branży, trudno doczepić się do jakości towaru. Świeże, zaskakujące rozwiązania, muzyki snującej się, jak ciemność zalewająca nasze uszy, lecz bardzo często drapieżnej, jak nocą nieznane, niebezpieczne zakamarki. Warto chyba się wybrać na jakiś ich koncercik.

środa, 28 października 2009

Franz Ferdinand - Tonight: Franz Ferdinand [2009]


Zacznijmy od stycznia tego roku, a więc Panie i Panowie – w styczniu uznałem że mamy już … płytę roku i nie warto więcej wsłuchiwać się w następne propozycje innych wykonawców. Bowiem Franz Ferdinand wydał płytę, która mną zawładnęła. Tak, przyznaje się, nie za dużo czasu poświęciłem poprzednim 2 albumom grupy, mimo że ich muzyka zwracała na siebie uwagę. Jednak zawsze mnie coś irytowało w ich stylu grania, zawsze coś mi przeszkadzało, by uznać ich granie za idealne. Tym albumem przekonali mnie całkowicie do swojej koncepcji muzyki. To jest rewelacyjny album.

Ich muzyka posiada wszystko, coś do tańczenia, coś do słuchania, może lecieć w tle, można się w nią wsłuchiwać. Wielce się dziwię, że dziś nie jest to muzyka odgrywana na dyskotekach, słuchana w radiu, samochodzie, że jest to muzyka alternatywna – DLA MNIE FRANZ FERDINAND TO WYZNACZNIK WSPÓŁCZESNEJ MUZYKI – TO ONI GRAJĄ DOBRĄ MUZYKĘ. Od tego powinniśmy zaczynać poznawanie popularnej muzy. Ja zacząłem już w styczniu.

Do maja był to mój niekwestionowany typ na płytę roku 2009.
Poniżej mój ulubiony kawałek na płycie - szczególnie zwracam uwagę na druga część, elctro-trans...?

poniedziałek, 26 października 2009

Piano Magic - Ovations [2009] Editors - In This Light And On This Evening [2009]


Uwaga Joy Division powraca!

Porównanie – to sposób na określenie zjawiska, które nie umiemy pojąć czy zrozumieć, do rzeczy nam znanych, określonych. Tak też się działało w przypadku poznawania tych dwóch płyt. Pierwszym porównaniem jest odniesienie tej muzyki do twórczości Iana Curtisa z zespołem. Drugim - porównanie czegoś co rozumiemy do niezrozumiałego. Editors z nową płytą, daje nam przebojowy, chwytliwy wymiar mrocznej muzyki. Piano Magic, w żadnym wypadku nie jest przebojowe, ale za to chłód bijący z tej muzy jest porażający…

Nie da się nie porównywać obu płyt do dokonań nieistniejącego zespołu początku lat 80-tych Iana Curtisa. Dokładnie tak samo podchodziłem do Piano Magic - Ovations co do Joy Division - z odrzuceniem i nieprzyjemnością, prawie(?!) nic mi się w niej nie podobało po pierwszych przesłuchaniach. Zbyt trudna do zrozumienia od razu. Do pewnego momentu. Przełomem dla nowej płyty Piano Magic było wspólne słuchanie na przemian dwóch płyt - ich i nowej produkcji Editors (Zaraz dostanie mi się od fanów Editors) zespołu który całą swoją twórczość opiera na fascynacji Joy Division. W odróżnieniu do Piano Magic – Editors serwuje nam dość prostą, wpadającą w ucho powtarzalność wstawek elektronicznych w każdym z utworów. Efekt – jest to szybko przyswajalne, a nawet staje się przebojowe.

Jeśli miałbym oceniać te produkcje, koniecznie trzeba byłoby zastosować różne kategorie mimo, że odniesienia są przecież takie same. Dziś jednak Editors przegrywa w muzyce po zmroku…

...choć nie w tym utworze



hmm, a miało być bardziej gitarowo niż keybordowo...

niedziela, 25 października 2009

The Decemberists - The Hazards of Love [2009]


Najbardziej lubię niespodzianki. W muzyce w szczególności. Dlatego tak dużo poszukuje muzyki nieznanej mi dotąd. Nie jestem typem słuchacza który lubi te piosenki, które już zna, dlatego radio Złote Przeboje, Karolina, czy RMF’fm lub oparte na takiej formule są dla mnie nie do zniesienia. Wszystko co w nadmiarze zaczyna nam wychodzić bokiem. Co to wszystko ma wspólnego z The Decemberists?

Usłyszałem w moim ulubionym radiu, w mojej ulubionej audycji utwór ze składanki - Va Dark Was The Night 2009 utwór tego zespołu właśnie. Oszalałem na jego punkcie. Koniecznie chciałem posłuchać więcej tej kapeli. Dorwałem najnowszą płytkę, słucham od początku w skupieniu, nocą, a jakże i… płyta stała się moim pierwszym albumem roku, mimo że nie doczekałem w niej utworu w którym się zakochałem. Na tej płycie go nie ma! Na poprzednich zresztą tez go nie ma…
Zaskakujące?

Płyta ta jest albumem koncepcyjnym – w którym każdy utwór ma swoje miejsce, które nie śmie opuszczać. Trudno zresztą szukać na niej przebojów – muzyka tu cały czas się przewija, zmienia kolor, nastrój i absorbuje całą naszą uwagę, z każdym nowym przesłuchaniem jeszcze bardziej.

Dziś wcale się nie dziwię, że kompozycja „Sleepless” nie zmieściła się na tej rewelacyjnej płycie. Dlatego jako niespodziankę i dodatek do tej wspaniałej płyty proponuję odsłuchać właśnie ten odrzucony utworek

czwartek, 22 października 2009

Dick4Dick - Summer Remains [2009]


No, no – kto by pomyślał, że po dość zimnym przyjęciu przeze mnie piosenki „Hollywood” lansowanej na wielki przebój w trójce i innych stacjach grających rocka – płyta już za pierwszym razem wywrze na mnie takie wrażenie. Tym bardziej, że nie lubię zbytnio elektro-trans-eksperymentów. Chłopcy z D4D nie tylko odeszli od tej stylistyki, to w dodatku płyta nie jest składanką piosenek jedna po drugiej, gorsza lepsza itd.. Nad tą płytą jest jakaś aura niesamowitości, nieprzewidywalności, a i wspomniany utwór jakby całkiem odmieniony – stał się wartościowszy. Ale mniejsza o ten utwór. Jak wspomniałem, nie należy szukać na tej płycie osobnych kwiatków, ona jako całość odkrywa przed nami nowy zakątek świata, dziwny, nieobliczalny, a przy tym bardzo ciekawy.


No, no – wysoko chłopaki mierzą, na polskiej scenie zamieszali, oj, zamieszali – będzie wysoko ta płyta w rankingach płyt roku…

Dick4Dick - hollywood

środa, 21 października 2009

Yeah Yeah Yeahs - It's Blitz! [2009]


Mam ogromny sentyment do kobiet, lub może do natchnionego ich głosu. Niby słyszałem wcześniej o zespole Yeah Yeah Yeahs, ale jakoś nie zapisał się w mojej pamięci choćby jeden utwór, ot po prostu wiedziałem, że istnieją, jak wiele innych zespołów które sobie pogrywają. I pewnie dalej bym o nich nie wspominał, gdyby nie jeden utwór. Tak poznałem całą zawartość najnowszego albumu. Co można powiedzieć o tej płycie? Że zła nie jest, że głos Karen jest intrygujący i odpowiada mi, ale…

No właśnie czegoś tu brakuje, schowane gitary, zbyt duża ilość syntezatorów, ta muzyka stała się taka cukierkowata, zbyt ugrzeczniona, a całość przewidywalna. Doskonale nadaje się do tańczenia, do potakiwania w samochodzie, niestety nie do przeżywania – w mojej ocenie na nocne słuchanie zostaje nam tylko ten piękny utwór zamieszczony poniżej


niedziela, 18 października 2009

Сергей Калугин Sergey Kalugin - Nigredo [1994]


W cyklu znalezione po latach dorwałem płytę intrygującą. Tak naprawdę nie wiem co o niej napisać, ale warto powiedzieć ze siedzi gdzieś w głowie. Wręcz ascetyczny sposób zabierania się do nagrania płyty. Mamy tu tylko charyzmatyczny głos w słowno-muzycznych prezentacjach, oraz gitarę. Nie ma tu miejsca na inne instrumenty, na smaczki tła muzycznego. Nic innego nie zwraca naszej uwagi, ale jak Kaszpirowski - przyciąga nas ta płyta z jej gotyckim klimatem. W jakiej skali ocenić ten album? arcydzieło?

Tides Of Man - Empire Theory [2009]




Letnia posucha muzyczna objawiła się wrześniowym łomotem. Czy ktoś lubi The Mars Volta ? Jeśli tak to szczerze polecam ten album, to tak jakbyśmy słuchali w szczytowej formie spółkę Cedrica Bixlera i Omara Rodrigueza - dla mnie było warto poznać następców...